czwartek, 18 lipca 2013

Demi-lisz

Demi-lisz


Jeśli lisz istnieje wystarczająco długo, może osiągnąć punkt w którym odczuje, że w swoim obecnym stanie nie może się więcej nauczyć i szuka innych metod by zdobyć wiedzę. Zainteresowanie lisza odwraca się od świata fizycznego, a jego dusza z własnej woli opuszcza jego nieumartą formę i pylakterium. Używając projekcji astralnej, aby podróżować przez różne plany egzystencji. Magia ochraniająca ciało lisza przed upływem czasu osłabia się, zwykle powodując że ciało stopniowo niszczeje do fazy kiedy pozostaje tylko czaszka, albo szkielet dłoni. Ta zaawansowana forma lisza, znana jest jako Demilisz. Pomimo zrujnowanego ciała Demilisza nie można nazwać bezsilnym. Gdy zakłóci się jej spokój, czaszka lewituje i zasysa duszę żyjących stworzeń znajdujących się w pobliżu. Jednymi z najbardziej znanych demiliszów są: Acererak, którego można spotkać w Grobowcu Horroru oraz Kangaxx.


Statystyki:


 

Mały nieumarły

KW: 21k12 (130pw)

Inicjatywa +7 (+3Zr + 4 Poprawiona inicjatywa)

Szybkość 54m latanie(doskonałe)

KP  51 (+4 rozmiar, +3Zr, +5 Naturalny, bransolety obrony +8, Pierścień ochrony +2, +21 Percepcja) Dot. 40, Nieprzygotowany 48

Ataki: +10 wręcz, chwyt. -2

Obrażenia: Dotyk +35 (10k6 +20 + Paraliżujący dotyk)

Front/Zasięg: 30cm , 0m/0m

Specjalne ataki: Pochwycenie duszy, Aura strachu, Paraliżujący dotyk, Czarowanie jak 21 poziomowy czarodziej, Rzucanie zaklęć w bezruchu, umiejętności czaropodobne.

Specjalne cechy: Odporność na magię, Przeniesienie z Pylakterium, Odporność na przemiany, +20 ST 15,  Cechy nieumartych, Odporność na kwas+20 oraz ogień+20, fale dźwiękowe+20, Niepodatność na zimno, elektyczność, polimorfowanie oraz ataki wpływające na umysł.

Rzuty obronne: Wytrw +10 Ref +12 Wola +17

Atrybuty: S 10, Zr 16(z rękawicami), Bd -, Int (z opaską na czole), Rzt 24, Cha 20

Umiejętności: Koncentracja +25, Alchemia + 34 Ukrywanie się +36, Wiedza (Plany, Religia, Tajemna+34) Wiedza historia +26 Ciche poruszanie +23, Nasłuchiwanie +27, Przeszukiwanie +34, Wyczucie pobudek +27, Zauważanie +27, Czarowanie +36

Atuty: Wytwarznie eliksirów, Boje rzucanie zaklęć, Wytworzenie niezwykłych przedmiotów, Powiększenie zaklęcia, Wzmocnienie zaklęcia, Poprawiona inicjatywa, Błyskawiczne reakcje, Maksymalizacja zaklęcia, Przyspieszenie zaklęcia, Tworzenie zwoju, Napisanie zwoju, Penetracja zaklęcia, Twardość, Automatyczne szybkie czarowanie, Oślepiająca szybkość, Złośliwa magia.

Klimat/Teren: Wszędzie

Występowanie: Pojedyczy

Skala Wyzwania: 29

Skarb: standardowy

Charakter: Neutralny zły

Rozwój: Zależny od klasy postaci

Rozmawia językami, które zna jako Lisz i jako żyjąca postać.

Duchowa Pułapka(zn) Może złapać do 8 dusz żywych stworzeń codziennie, żeby tego użyć wybiera sobie jakikolwiek cel w obszarze 90m, Rzut obronny na Wytrwałość 36 neguje. Jeżeli cel obroni się otrzymuje 4 wysączenia energii, jeśli zawiedzie, jego dusza jest wyciągana i umieszczana w jednym z klejnotów demilisza.

Aura strachu(zn) Demilisz jest otoczony mocą śmierci i zła, stworzenia, które mają mniej niż 5KW w promieniu 18m muszą wykonać rzut obronny na Wolę(ST19) Jeżeli się nie uda, obejmie jej strach jakby był rzucony przez czarodzieja 21 poziomu.

Paraliżujący dotyk(zn) Kogo dotknie ten musi wykonać rzut obronny na Wytrwałość(ST36) Lub zostanie na stałe sparaliżowany. Każde zaklęcie które znosi klątwę, lub zaklęcie Usunięcia paraliżu może uwolnić ofiarę.

Idealne Automatyczne rzucanie zaklęć w bezruchu(zw) Może rzucać wszystkie znane mu zaklęcia, bez wykonywania jakichkolwiek gestów.

Odporność na magię(zw) Demilisze są odporne na wszystkie magiczne i ponadnaturalne efekty poza Zaklęciem Roztrzaskania, Odpędzenia złego i Świętego uderzenia.

Przeniesienie Pilakterium(zn) Opaski, paski, pierścienie, płaszcze i inne przedmioty nadające się do noszenia, które znajdują się w bliskiej odległości pilakterium demilisza, przenoszą swoje właściwości do demilisza, nieważne jak daleko znajdują się demilisz i pilakterium.

 

 


żródła:

http://www.dandwiki.com/wiki
http://forgottenrealms.wikia.com

piątek, 5 lipca 2013

Minyaelin

Minyaelin


Minyaelin urodził się w Wysokim Lesie. Było to dość duże królestwo elfów. Jego ojciec, imieniem Karelian, był głównym dowódcą armii tegoż królestwa. Był on nie tylko dowódcą i doradcą króla Amrasa, który to w tamtym czasie zasiadał na tronie, ale i jego wieloletnim przyjacielem. Z tego też względu mały Minyaelin mógł dorastać i wychowywać sie na dworze królewskim. Uczono go tego wszystkiego co dworzanin powinien umieć. A nawet więcej, gdyż Minyaelin wychowywał się wraz z synem króla Evirem, który to poniekąd był rówieśnikiem syna dowódcy armii, i z tego to powodu młodego elfa uczono nawet cech które powinien mieć książę. Tak oto Minyaelin nauczył się zachowań, obyczajów, ruchów i wiele innych rzeczy które mogły go wyróżnić spośród innych mieszkańców królestwa. Dodatkowo ojciec od wczesnej młodości oswajał syna z bronią, zwłaszcza z łukiem. Młody Minyaelin odbywał treningi wraz z pozostałymi żołnierzami. Nauczył się więc walki czy jazdy konnej. Dodatkowo wpojono w niego szlachetność, honor i cały kodeks rycerski. Zresztą z tym większego problemu nie było, bo przecież te cechy leżały w elfiej naturze. Tak oto rozwijał się ten elf młody. Jedno tylko spokoju mu nie dawało. Kim była jego matka? Gdzie była? Co się z nią stało? Niejednokrotnie pytał o to ojca jednak ten nie udzielał mu odpowiedzi. Przeważnie zmieniał temat, udawał ze nie słyszy albo też warknął na syna tak, że elfowi odechciewało się rozmowy, a zaraz potem ojciec dawał mu taki trening wojskowy, że już nie miał sił pytać o cokolwiek. Jedyne czego udało mu się wywiedzieć to to ze miała na imię Aevenien, a i z racji że on był elfem to i znaczyło, że matka elfką być musiała. Również jego przyjaciel Evir starał się dowiedzieć czegoś o matce Minyaelina, podpytując o to matkę lub ojca, ale oni również go zbywali, choć najwyraźniej oboje znali ową elfkę i wiedzieli o niej sporo. Tak więc dla Minyaelina pozostawało tajemnicą kim była jego rodzicielka i wszystko co z nią związane było. Mimo usilnych prób nie udało mu się niczego w tym temacie dowiedzieć jeszcze przez wiele lat. Dorastał więc Minyaelin pod okiem ojca oficera i na dworze królewskim ucząc się coraz więcej i będąc coraz sprawniejszym, a jednocześnie tracąc nadzieję, ze uda mu się czegoś dowiedzieć o swej matce.


 

Minyaelin na co dzień

Miał już lat 170 i był dorosłym elfem kiedy to czysto przypadkowo udało mu się zdobyć pewne informacje. Któregoś razu chodząc po lesie natknął się Minyaelin na maga co to wędrował tymi samymi ścieżkami. Ów człek (a może nie człek? Minyaelin nie umiał jego rasy określić) zaczepił elfa o drogę pytając. Jego wygląd zainteresował elfa i w dyskusję z nim wdał się. Tak od słowa do słowa doszli do miejsca gdzie mag wspomniał o elfce którą znał niegdyś, a jej imię Aevenien brzmiało. Dodał że Minyaelin podobny jest do niej. Wspomniał, że owa elfka z jego stron czyli Północy Wybrzeża Mieczy pochodziła i że odeszła z tamtych stron wiele lat temu ruszając gdzieś w te strony. Minyaelina zatkało na moment, a kiedy doszedł do siebie... maga już nie było! Próżno szukał go. Nawet ślad po nim nie został... I tak oto dowiedział się Minyaelin, że matka jego prawdopodobnie gdzieś z Wybrzeża Mieczy pochodziła, choć żałował, ze nic więcej dowiedzieć się nie zdążył. Niezwłocznie chciał tam wyruszyć, aby dowiedzieć sie więcej, jednak ojciec kategorycznie zabronił mu tego, gdy tylko się dowiedział, a i król poparł go i zakazał tak Minyaelinowi jak i Evirowi Wysoki Las opuszczać . Obaj elfowie tak chowani byli, że nie przeciwstawiali się woli ojców, a i Minyaelin dodatkowo rozkazowi króla. Zawiedziony pozostał więc w królestwie. Jedyne co mu zostało to wyczytywanie w bibliotece wszelkich możliwych informacji na temat Wybrzeża Mieczy. Licząc że znajdzie jakąś wzmiankę o swej matce poznał historie a i zdobył wiele innych informacji na temat państwa owego. Tak kolejne 30 lat minęło. Wtedy to właśnie Amras stwierdził, że czas jego panowania już do końca się zbliża i pora mu Wysoki Las opuścić. A jak postanowił tak i zrobił. Wkrótce wraz z małżonką swą wypłynął za morza, , jak to elfowie robili, kiedy stwierdzili, że czas ich końca dobiegł. Władzę w państwie objął więc syn jego Evir. On to właśnie wydał rozkaz Karelianowi by syna nie zatrzymywał i pozwolił do Wybrzeża Mieczy się udać. Elf jako stary żołnierz nie śmiał rozkazowi króla się sprzeciwić. Z niechęcią pozwolił Minyaelinowi opuścić Wysoki Las i udać się gdzie tylko będzie chciał. Obdarował syna jeszcze swym łukiem najlepszym, strzałami, oddał konia wspaniałego co to Bianconero zwał sie i udzielił rad wielu. Herbolth złota nie szczędził przyjacielowi by na nic mu nie brakło. Tak oto pożegnał się Minyaelin ze swym ojcem i przyjacielem swym, obiecując że drogi do domu rodzinnego nie zapomni i powróci tu jeszcze a i nieraz wiadomości jakieś przyśle. I po tym wszystkim wyruszył elf w nieznane w celu dowiedzenia się czegoś o swej matce i by nowe światy poznać. Kilka dni minęło od kiedy opuścił Minyaelin granice Wysokiego Lasu i wjechał w granice Wybrzeża Mieczy. Przemierzał las kolejny kiedy to doszedł go odgłos rogu wojennego i posłyszał odgłosy bitwy. Nie mógł się powstrzymać i w tamtym właśnie kierunku sie udał. Z bezpiecznej jeszcze odległości zobaczył odziały ludzko-elfie które to naprzeciw orkom stanęły. To Ci drudzy mieli przewagę, i to znaczącą. U strony przeciwnej panował chaos a odział coraz szybciej się kurczył. Wszystko wskazywało na to, ze ten który nimi kierował poległ już w walce i żołnierze bronili sie na oślep bardziej niż zorganizowanie jakoś. Nie mógł elf patrzeć jak to jego bracia ginął, a i ludzi mu było szkoda. Dodatkowo uczył go ojciec że orkowie to wrogowie, bestie przeciw którym nie można mieć litości, bo i one nie będą mieć. Nie ruszył jednak pod wpływem chwili. Pomyślał wpierw co zrobić można, ocenił sytuację, wszystko zgodnie z tym co go ojciec nauczał. Wreszcie wjechał na plac bitwy na swym rumaku czarno-białym. - Łucznicy! Odwrót! Na tyły! - wykrzyknął wpierw w elfim a następnie we wspólnym języku. Żołnierze chyba niezbyt się zastanawiali któż to jest. Uznali być może, że nikt inny jak tylko dowódca tak krzyczeć może i posłuchali go. A on dalej kontynuował, jeżdżąc między nimi i nie pozwalając wrogowie się zbliżyć do siebie. Raz po raz uśmiercali któregoś orka -Żołnierze, formować linie! Zastawić się tarczami! Podpuszczać blisko i bić ile wlezie! Ci którzy żywi byli zaraz formować szyki zaczęli, przedzierając się przez wrogów. I tak oto odział ustawił się. Minyaelin na czele łuczników dawał im znać kiedy strzelać mieli i tak orków strzałami przeszywali. Jednocześnie pilnował szyków pozostałych żołnierzy by flanki nie rozproszyły się, a żołnierze mogli bronić się bez strat większych. I tak oto szala zwycięstwa na ich stronę się przelała i wreszcie przepełniła szalę i zwyciężyli. Orkowie którym udało się przetrwać uciekali w popłochu, a odział kierowany przez elfa ruszył za nimi by wybić do ostatniego. Gdy kurz bitwy opadł, żołnierze podziękowali za pomoc nieznajomemu żołnierzowi który od niechybnej śmierci ich wybawił. Nie pozwolili by ich opuścił i poprowadzili do Neverwinter, czyli księstwa z którego pochodzili przed oblicze swego dowódcy i władcy zarazem, Lorda Nashera Alagondara. Opowiedzieli mu całą historię. Lord doceniła elfa, i z racji że były dowódca poległ w walce i trzeba było jakiegoś na miejsce jego zaproponowała stanowisko Minyaelinowi, zapewniając mu również żołd odpowiedni i wszystko czego potrzebował będzie. Ponieważ elf i tak chciał na Wybrzeżu Mieczy pozostać na warunki przystał i tak pozostało. A jakiż to elf miał mieć związek z Drużyną Kamiennej Czaszki i historią owego kamienia? To dopiero okazać się miało.



Minyaelin Epicki, po prostu WoW! :-)

Biografia postaci została przygotowana przez Marcusa, MG Kamiennej Czaszki :-)

wtorek, 25 czerwca 2013

Migaja

Migaja


Nowa członkini Drużyny Kamiennej Czaszki kapłanka Migaja z rasy Elfów :-)

Opis dzięki MG DKC ^^

"Mało jeszcze wiadomo o elfiej kapłance. Nie opowiedziała bowiem jeszcze całej swej historii. Drużyna natrafiła na nią zupełnie przypadkiem i przy okazji uratowała jej życiem. Elfka odwiedzała grób swego przodka znajdujący się w kryptach pod górami, kiedy została zaatakowana przez zabójcze winorośle. I pewnie zostałaby tu na zawsze, wraz ze swym przodkiem, gdyby nie Drużyna Kamiennej Czaszki. Caellion rzucił czar odpędzenia roślin, Conrack porąbał nieco pnączy i elfka imieniem Migaja była wolna. Mimo tego, że była na wpół żywa, bez broni i nawet bez pantofelków, drużyna nie była zbyt ufna wobec niej. Ostatecznie pozwolono jej iść wraz z grupą, przynajmniej do momentu, aż wyjdą z podziemi. Jako, że czas naglił i gobliny goniły, elfka nie zdążyła opowiedzieć całej swej historii, ale przydała się w walce lecząc drużynę i utrzymując przy życiu w czasie walki przeciw liszowi i zniewolonemu Herbolthowi"

niedziela, 23 czerwca 2013

Wczorajszy dzień

Wczoraj nastąpił przełomowy moment, cóż w końcu musiało to nastąpić:

Pobraliśmy się z Soldianką (która to pomagała i nadal pomaga mi redagować blog, znaleźć chęć do prowadzenia bloga i jest moim najlepszym cenzorem)

Pozdrowienia dla wszystkich czytelników :D

Two rings to rule them all! Muhaha!

Two rings to rule them all! :D

środa, 19 czerwca 2013

Przywrócony Herbolth

Tragedia Herboltha


Jak wiadomo Herbolth to członek drużyny Kamiennej Czaszki. Po odwiedzeniu Świecowej Wieży, uwolnieniu Oscara z rąk jaszczuroludzi i obronie pewnej wioski, wraz z drużyną wszedł do tuneli pod Trollowymi Wzgórzami. Tam, wskutek osunięcia skał, drużyna została rozdzielona na dwie grupy. Zaklinacz, nie chcąc działać w ten sposób, postanowił połączyć się z pozostałymi. Nieszczęśliwy wypadek sprawił, ze wraz z magiem spadł, ze skarpy. Jego upadek był śmiertelny... Kiedy towarzysze debatowali jeszcze co mają robić, zaatakowała ich horda goblinów. Grishnah chcąc spowolnić napastników, cisnął w nich ciałem Herboltha. Gobliny wciągnęły jego ciało w głąb jaskiń i drużyna nie wiedziała co działo się dalej....

Okazało się, że martwy Herbolth został zaniesiony do pana goblinów, tajemniczego lisza-nekromanty. Wcześniej jednak napastnicy oderwali ręke zaklinacza i obgryźli do kości. Dopiero lisz przywrócił ją na swoje miejsce, jednak już bez skóry i mięśni. Co dalej stało się z Herbolthem? Wszystko okaże się w swoim czasie...



Wróg czy przyjaciel..?

Podziękowania dla MG "Kamiennej Czaszki" za fabułę :-)

wtorek, 18 czerwca 2013

Oscar

Oscar


Mag imieniem Oscar został odnaleziony przez Drużynę kamiennej Czaszki na bagnach w okolicach Kniei Otulisko, gdzie był więziony przez jaszczuroludzi, którzy zamierzali złożyć go w ofierze swym pradawnym bogom. Drużyna uwolniła go z ich rąk i z magicznej klatki, w której był trzymany. Już wcześniej otrzymali list od Lesji’ego, że mogą spotkać pewnego maga zmierzającego z wyspy Alaron, z Caer Calldyrr, na Wielką Naradę Magów. Lesji ostrzegł jednak drużynę, żeby uważali, bo prawdziwy Oscar równie dobrze mógł zostać zabity przez Kult Kamiennego Kręgu, a na jego miejsce podstawiony szpieg Kultu. Drużyna postanowiła pomóc magowi dotrzeć do Zamku Smoczej Włóczni, choć cały czas "patrzą mu na ręce" i zerkają nieufanie w jego stronę. Grishnah powiedział mu wprost, że jak się okaże szpiegiem to osobiście go zaje... zabije. Póki co mag sprawdził się w podczas walk na Polach Umarłych i podczas obrony wioski Gaznadar przed atakami Jaszczuroludzi. Jednocześnie zyskał miano "szalonego maga" ponieważ jego ogniste kule latały wszędzie i nieraz trafiały i w swoich (Conrack do dziś ma poparzone plecy). Mimo ciskania kul ognia "na ślepo" mag nie wykazał złej woli i wciąż żyje podróżując z drużyną.

Można jeszcze dodać, ze w tunelach pod Trollowymi Wzgórzami nieomal stracił życie spadając ze skarpy, a następnie nieprzytomnym magiem rzucano w gobliny w celu zastopowania i umożliwienia ucieczki reszcie drużyny. Ostatecznie jakoś przeżył, choć po tym jak wilkołak łapał gdzie się dało, aby rzucić nim w gobliny, może już nigdy nie mieć potomstwa.

niedziela, 16 czerwca 2013

Widmowa sprawiedliwość

Dziennik Herka Runehouse’a zwanego niestrudzonym, Przystań okolice rzeki Surbin, na południe od Lurkwood

Wpis pierwszy

Wielce byłem uradowany gdy młoda adeptka Soldiana przybyła z Mithral Hall do naszej małej Przystani. Nasza współpraca rozpoczęła się od kiedy poświęciła wodę pośrodku rynku, przy okazji po jakimś czasie udzieliłem reprymendy strażnikowi, który starał się wmówić mi iż moja protegowana starała się wyłowić z wody monety, cóż za impertynencja ze strony strażnika! Po przedstawieniu jej władcy naszej Przystani Lorda Brunara Steelhair’a wyjaśniliśmy jej sprawę, nasza handlowa Przystań była zagrożona. Odnaleźliśmy dwa ciała. Jedno należało do barda, te znaleziono za karczmą, drugie należało do jednego z naszych krasnoludów, zostało znalezione w okolicach pomiędzy warownią, a piekarnią. Obydwa ciała nosiły ślady poparzeń, Soldiana zgodziła się pomóc mi w dochodzeniu ich śmierci, która to poruszyła naszego Lorda i zagroziła dobremu imieniu naszej Przystani, oraz zagraża dobrym relacjom handlowym z sojusznikami, gdyby te potworne mordy wyjdą na jaw, reputacja bezpieczeństwa Przystani wisi na włosku, Moradinie czuwaj nad nami…

Wpis drugi

Cóż za przerażająca tragedia! Ciała obu zabitych zniknęły! Musiałem ruszyć po moją protegowaną by oznajmić jej tą wiadomość, o dziwo na miejscu w krypcie pod warownią, okazało się iż nie jest ona zaskoczona, ani jej ludzki tajemniczy towarzysz. Zwykle nie wtajemniczamy co prawda obcych w nasze sprawy, lecz jeżeli ona mu zawierza ja również mogę, tym bardziej że wsparł ją w walce co wyszło na jaw gdy właśnie jeden z poparzonych niemartwych zaatakował transport mąki z miasta Mirabar do okolicznej piekarni, należącej do Garwada Soulaxe’a Soldiana odesłała go w niebyt celnym strzałem z jej kuszy wprost w przeklęty czerep. Co dziwniejsze, okazało się iż ten zombi zaatakował zbójców co napadli na konwój kierowany przez syna Garwarda; Adorilla Soulaxe’a. Zaczynam nabierać pewnych podejrzeń, ta sprawa zaczyna śmierdzieć spalonym zewłokiem…

Wpis trzeci

W samym środku nocy zbudziło mnie łomotanie w okno! Piszę to drżącą dłonią, bowiem gdy otworzyłem okno czarny czort wleciał do wnętrza kracząc niczym widmo śmierci! Usiadło mi to tłuste kruczysko na nocnej szafce i przewróciło mój ulubiony mithrilowy świecznik! Już miałem go zdzielić moim kosturem..! Lecz pohamowałem się, widząc iż trzyma on w pazurach zwój. Porzucił go i umknął przez okno. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się iż to Soldiana napisała, odnaleźli w naszej krypcie nieprzytomną Burgund, Córkę właściciela piekarni, została przerażona przez widmo. Natomiast samo życie jej ojca, Garwarda było w niebezpieczeństwie! Natychmiast wezwałem Minka naszego dowódcę straży i ruszyliśmy czym prędzej!

Wpis czwarty

Jakież ponure są koleje losu… Biedna córka piekarza, naiwne dziecko myślało iż pogrzebało kości zwierzęcia, znalezione w piecu chlebowym, a to były resztki jej lubego… Belfalcona z klanu Battlebeard On to właśnie mordował, nie robił tego bezcelowo, na życie piekarza nastawał Kevkas okoliczny wielki handlarz, Niziołek, jego mać! To właśnie ta Niziołkowata zaraza zleciła zabicie Grawarda Soulaxe’a, lecz zamiast niego dopadli Belfalcona, a Garward nie wiedząc o nieprzytomnym nieszczęśniku zamknął piec i spalił go żywcem. Na szczęście jest już po wszystkim, Kevaks, omal nie zdechł, lecz Soldiana uleczyła go by stanął przez obliczem sprawiedliwości. Cytując Minka: „Znajdziemy mu celę w której wiele razy będzie musiał się schylać po mydełko” cokolwiek by to znaczyło… Co do widma, pochowaliśmy Belfalcona Battlebeard’a z honorami. Raduje się teraz u boku Moradina, nikt nie mógł przypuszczać iż mordując i broniąc ukochanej Widmo szukało sprawiedliwości. Soldiana i jej towarzysz zwany Nekrusem, którego to kruk mi zrobił tą pamiętną pobudkę otrzymali ode mnie w darze pierścienie uleczenia, warto było im to ofiarować za ich nieocenioną pomoc. Co do samej historii to stwierdzam iż dziwne są koleje losu. Ku przestrodze; pamiętajcie Ci co czytacie moje zapiski, iż nie wszystko zawsze jest tym na co wygląda, a zło ma różne oblicza…

 

Soldiana i Nekrus w pokoju Garwarda Soulaxe’a gdy Widmo Belfalcona z klanu Battlebeard atakuje krasnoluda, który pozbawił go życia